Pączki hiszpańskie

Karnawał to jedyny okres w roku, kiedy smażę cokolwiek na głębokim tłuszczu. O wiele częściej używam piekarnika do pieczenia wszelkiego rodzaju drożdżowych, ucieranych, parzonych ciast. Ale przecież kiedy sobie dostarczyć odpowiednią dawkę tłuszczyku, jak nie zimą? 😉 Poszukując szybkiego przepisu na tzw. gniazdka natrafiłam na pączki hiszpańskie. Wyszły przepyszne, nie chłonęły zbyt dużo tłuszczu, a lukier nadał im idealnego smaku.

Czego potrzebujemy do zrobienia tych pączków?

Przede wszystkim czasu, rękawa cukierniczego z tylką w kształcie dużej gwiazdki (u mnie Wilton – 1M) i termometru do sprawdzania temperatury oleju.

A poza tym?

Składniki na około 25 gniazdek: (przepis z mojewypieki.com)

  • 1 szklanka wody
  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g masła
  • 4 jajka
  • szczypta soli
  • olej do smażenia (u mnie około 750  ml)

Lukier:

  • 200 g cukru pudru
  • łyżka soku z cytryny
  • 2-3 łyżki gorącej wody

W garnku zagotować szklankę wody z masłem i szczyptą soli. Zmniejszyć ogień i na wrzątek jednym ruchem wsypać przesianą mąkę, cały czas energicznie mieszając. Ucierać ciasto, aż będzie gładkie i zacznie odstawać od ścianek garnka. Ostudzić.

Ciasto przełożyć do misy miksera i zmiksować z wbijanymi kolejno jajkami. Przełożyć do szprycy cukierniczej. Z papieru pergaminowego wyciąć kwadraty o boku około 10 cm, posmarować je olejem. Na każdy wycisnąć kółka ciasta o średnicy 6 – 7 cm.

Olej rozgrzać w szerokim rondlu do temperatury 180ºC. Partiami wkładać pączki (papierem do góry, a po 1 minucie go usunąć – lekko odchodzi). Smażyć po 4 – 5 minut z każdej strony. Wyjąć, odsączyć ręczniku papierowym.

Cukier puder utrzeć z 2 – 3 łyżkami wrzątku i sokiem z cytryny. Udekorować lukrem pączki.

Smacznego!

Zaszufladkowano do kategorii Ciasta/Desery | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarze

Ciastka daktylowe

W mojej rodzinie nadchodzi prawdopodobnie mała rewolucja. Szukamy konkretnej diagnozy, ale wszystko wskazuje na to, że nasz synek będzie alergikiem pokarmowym. Alergia w mojej rodzinie jest dziedziczna, więc gdzieś tam byłam przygotowana na pojawienie się jej u mojego synka. Jednak my cierpimy na alergię wziewną a u niego są objawy alergii pokarmowej. W tej chwili jesteśmy na diecie eliminacyjnej i wykluczamy wszystko, co zawiera białko mleka krowiego. Adaś sobie radzi z tym fantastycznie, mimo, że mleczko uwielbia. Przygotowując jego ulubione ciasteczka daktylowe nagle znalazłam się na zakręcie, bo czym zastąpić masło? Jak to czym? Olejem kokosowym! Ciasteczka są o niebo lepsze niż te na maśle. Delikatny posmak kokosa powoduje, że i my – dorośli chętnie po nie sięgamy.

Przepis na około 25 ciasteczek:

  • 100 g oleju kokosowego w temp. pokojowej (koniecznie nierafinowany)
  • 2 łyżki brązowego cukru (można zastąpić miodem albo w ogóle pominąć)
  • 1 jajko
  • 1 i 1/3 szkl. mąki (u mnie pół na pół – mąka pszenna tortowa i pszenna pełnoziarnista)
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia albo sody oczyszczonej
  • 125 g daktyli suszonych

Wykonanie:

Olej kokosowy ucieramy z cukrem lub miodem, dodajemy jajko i miksujemy do połączenia. Wsypujemy przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia albo sodą i mieszamy wszystko łyżką. Daktyle drobno siekamy i dodajemy do ciasta, mieszamy do całkowitego połączenia się składników. Ciasto wkładamy do lodówki na 30 minut.

Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Ciasto wyciągamy z lodówki, formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Możemy je delikatnie przycisnąć do blaszki.

Pieczemy 12-15 minut. Wyznacznikiem upieczenia jest spód ciasteczek. Muszą być koloru złotego

Smacznego!

Zaszufladkowano do kategorii Ciasta/Desery, Fit, Przyjęcia, U Malucha na talerzu | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Mój pierwszy chleb na drożdżach

Dzisiaj po raz pierwszy w życiu upiekłam chleb. Co prawda nie na zakwasie (ale spokojnie, i taki powstanie. Zakwas nastawiony) a na drożdżach. Jest to bardzo popularny ostatnio przepis, który krąży po grupach kulinarnych na Facebook’u.

W grudniu postanowiłam sobie, że w Nowym Roku będę dążyć do tego, aby jak najmniej kupować w sklepach pieczywa i wędlin. Z wędlinami wspomógł mnie trochę mój tata, bo wziął się za świąteczne wędzenie i dostałam porządny zapas szynek, schabu i wędlin drobiowych. Ale z pieczywem pojawił się problem, bo ciągle brakuje mi czasu, bo przecież zakwas nie nastawiony, cały czas pojawiały się jakieś wymówki. Kiedy po raz kolejny w ciągu dnia wyświetliły mi się na Facebook’u zdjęcia „chleba z garnka”, to powiedziałam: O nie! Koniec tego! Co ze mnie za blogerka, jak nawet chleba w życiu nie piekłam?

Jako, że w mojej lodówce może zabraknąć mleka, masła czy wędliny, a drożdży nigdy nie zabraknie, zarobiłam wieczorem według przepisu ciasto, wstawiłam na noc do lodówki, rano upiekłam… i tylko czekałam aż się trochę ostudzi, bo wyglądał obłędnie!

Zatem, jakie jest Wasze zadanie? Odmierzcie składniki, uszykujcie naczynie żaroodporne z przykrywką i do dzieła!

Składniki:

  • 750 g mąki pszennej (u mnie pszenna tortowa i pszenna pełnoziarnista)
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • płaska łyżka soli
  • łyżka oleju
  • 2 szklanki ciepłej (ale nie gorącej) wody

Wykonanie:

Wieczorem wsypujemy i wlewamy do miski wszystkie składniki i mieszamy łyżką. Nie wyrabiamy ciasta ręką. Miskę przykrywamy folią spożywczą i wkładamy na noc do lodówki.

Następnego dnia rano na podsypanym mąką blacie zagniatamy krótko ciasto i zostawiamy na 40 minut do wyrośnięcia.

Nagrzewamy piekarnik na 220 stopni (razem z naczyniem żaroodpornym). Do gorącego naczynia wkładamy chleb, zmniejszamy temperaturę do 200 stopni i pieczemy chleb przez 35 minut. Po tym czasie zdejmujemy pokrywkę naczynia i pieczemy jeszcze 20 minut. Po upieczeniu warto nasmarować chleb wodą albo obłożyć go nawilżoną ściereczką lnianą. Dzięki temu skórka delikatnie zmięknie.

Zaszufladkowano do kategorii Pieczywo | Otagowano , , , | 2 komentarze

Placuszki z serka mascarpone

Przez Święta lodówka zapełniła się różnymi produktami, które niestety w większości wykorzystałam tylko w połowie. Dzisiaj kombinując synkowi śniadanko wybrałam z lodówki właśnie te napoczęte produkty i tak oto powstały pyszne placuszki z serka mascarpone.

Naprawdę, starajmy się wykorzystywać wszystko, co kupujemy. Nie marnujmy jedzenia!

Składniki na 12-15 małych placuszków:

  • 125 g serka mascarpone
  • 1 jajko
  • 1/3 szklanki mąki
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 1/3 szklanka wody (ja dałam gazowaną żeby placuszki były bardziej pulchne)
  • * można dodać 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • olej kokosowy do smażenia

Wykonanie:

Serek mascarpone przekładamy do miski i rozcieramy widelcem, dodajemy jajko, cukier, przesianą mąkę (i proszek do pieczenia) i wodę. Wszystko dokładnie mieszamy.

Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy i łyżką nakładamy masę, formując małe placuszki. Smażymy z obu stron na złoty kolor.

Prosto, szybko i smacznie 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Śniadanie, U Malucha na talerzu | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Ciasteczka stemple

Podążając za panującymi trendami postanowiłam przygotować w tym roku jadalne prezenty dla bliskich nam osób. Razem z Adasiem przygotowaliśmy kilka rodzai pierniczków i ciasteczek, które pięknie zapakujemy w celofan i obdarujemy nimi najbliższych. Największą frajdę sprawiło nam pieczenie ciasteczek, na których odbijaliśmy stemple. Reniferki wyszły rewelacyjnie 🙂
Wszystko robi się ekspresowo więc na pewno zdążycie je przygotować przed Świętami 🙂

Składniki na około 50 sztuk:
– 250 g mąki pszennej
– 100 g cukru pudru
– 1 łyżeczka aromatu waniliowego
– 120 g zimnego masła
– 1 jajko
Wykonanie:
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy pokrojone w kawałki masło i rozcieramy palcami do momentu aż powstaną grudki. Wbijamy jajko, dodajemy cukier puder i aromat waniliowy. Wszystko dokładnie ale szybko wyrabiamy na gładkie ciasto. Zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 minut. Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto podsypując je mąką na grubość około 3 mm. Wyciskamy stemple i wycinamy ciasteczka. Rozkładamy je na blaszce wyłożonej papierem.
Pieczemy w temperaturze 190 stopni przez 12 minut.
Smacznego!
Zaszufladkowano do kategorii Boże Narodzenie, Ciasta/Desery | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Pierniczki nadziewane

W tym roku z racji tego, że mój synek jest już na tyle duży (ma 19 miesięcy) nasze przygotowania świąteczne poszły raczej w stronę wypieków. Robimy pierniczki, ciasteczka, a to Adasiowi sprawia ogromną frajdę. Kilka dni temu zarobiłam ciasto piernikowe a dzisiaj upiekliśmy nadziewane pierniczki, które następnie oblaliśmy czekoladą.
Jeśli tylko macie ochotę, to jeszcze zdążycie je upiec. Ciasto może leżakować w lodówce minimum 12 godzin. Dzisiaj zarabiacie ciasto a jutro pieczecie 😉
Przepis pochodzi z tej strony
Składniki na około 50 sztuk:
– 0,5 kg mąki pszennej
– jajko
– 1/4 szklanki mleka
– 2 łyżeczki sody oczyszczonej  
– 250 g miodu
– 10 dkg cukru (można pominąć, jeśli ktoś nie lubi bardzo słodkich wypieków)  
– 100 g masła
– dwie łyżki przyprawy do piernika 
– płaska łyżka kakao
– powidła śliwkowe
 
Wykonanie:
Sodę rozpuszczamy w mleku. Miód z masłem i cukrem lekko podgrzewamy, tylko tyle, by składniki się rozpuściły. Do miski wsypujemy mąkę, dodajemy sodę z mlekiem, miód z masłem, przyprawę do pierników, kakao i jajko. Zagniatamy ciasto ręką i wstawiamy do lodówki na przynajmniej 12 godzin albo kilka dni.
Po tym czasie ciasto dzielimy na 4 części, podsypując mąką rozwałkowujemy jedną na ok. 0,5 cm, resztę chowamy do lodówki. Wycinamy serduszka, nakładamy powidła (około pół łyżeczki) i nakładamy następnym serduszkiem. Brzegi lekko dociskamy. Piekarnik rozgrzewamy do 160 st. Pierniczki układamy na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia lub silikonową matą. Pieczemy z termoobiegiem wszystkie na raz 10 minut, lub bez termoobiegu, pojedynczo każdą blaszkę – 12- 13 minut. Pierniczki mają być miękkie z wierzchu, dłużej pieczone twardnieją.
To jak zostaną udekorowane pierniczki zależy od nas. Możemy użyć lukru albo oblać je czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej.
 
Smacznego!
Zaszufladkowano do kategorii Boże Narodzenie, Ciasta/Desery | Otagowano , , , | 2 komentarze

Z wizytą w „Rozlewni Wina”

Całkiem niedawno miałam ogromną przyjemność brać udział w degustacji w restauracji „Rozlewnia Wina” w Babinie (pow. słupecki, woj. wielkopolskie). Jest to jedyna restauracja na naszym terenie, o takim wysokim poziomie. Zarówno kulinarnym, jak i lokalowym i personalnym.
Zacznę może od początku…
Na kolację wybraliśmy się w sobotę. Była to nasza pierwsza wizyta w „Rozlewni Wina”, gdyż jej otwarcie miało miejsce 18 listopada br.
(zdjęcie pochodzi z oficjalnego fanpage’a „Rozlewni Wina” https://www.facebook.com/rozlewniawina/)
Po obejrzeniu sali i zapoznaniu się z kartą złożyliśmy zamówienie i czekaliśmy na wino, które podano nam jako aperitif. Było to wino białe „Casa Santa EULALIA” o cytrynowym kolorze, które miało lekko owocowy aromat. Na ustach dało się wyczuć delikatną słodycz. Ono rozbudziło tylko nasze zmysły na dalszą degustację.

 

Jako dania główne zamówiliśmy: mąż – polędwica wołowa z grillowanymi pomidorami, domowymi frytkami i do tego sos pieprzowy, natomiast ja: kaczka w sosie z suszonych śliwek i wiśni, domowymi kopytkami i pieczonym jabłkiem. Mężowi do dania głównego zaproponowano wino „RONDO/REGENT” – wino wytrawne, o aromatach beczki i malin oraz gorzkiej czekolady i papryki. Jest to wino polskie, pochodzące z Rozlewni Turnau. Mojej kaczce towarzyszyło czerwone wino portugalskie.
O jedzeniu powiemy tylko tyle: było wyśmienite. Porcja kaczki (połowa kaczki), jak na jedną osobę jest naprawdę duża. A tym bardziej, że cena tego dania wynosi 37 zł. Ja nie byłam w stanie wyczyścić talerza 😉
Mąż natomiast nie miał z tym problemu w przypadku steak’a. Podczas kolacji nie znaleźliśmy punktu, do którego moglibyśmy się przyczepić.
Ceny serwowanych dań nie są wygórowane i są adekwatne do przygotowywanych porcji.
Koszt naszej kolacji to:
2x wino „EULALIA” – 28 zł (kieliszek 14,-)
polędwica wołowa z grillowanymi pomidorami, domowymi frytkami i sos pieprzowy – 53 zł
kaczka w sosie z suszonych śliwek i wiśni, domowymi kopytkami i pieczonym jabłkiem – 37 zł
wina podane do dania głównego – 40 zł
Czyli pyszna kolacja w pięknym miejscu z dobrym winem może kosztować Was około 160 zł.
Przecież raz na jakiś czas można sobie pozwolić na małą rozpustę 😉
Restaurację „Rozlewnia Wina” oceniamy na bardzo duży plus.
Muzyka towarzysząca nam podczas kolacji jest ściśle związana z miejscem. Mamy ogromną przyjemność wsłuchiwać się w muzykę Grzegorza Turnaua, który oprócz tego, że jest wspaniałym muzykiem, to jest również jednym z właścicieli „Winnicy Turnau”. A owa winnica zaopatruje w wina naszą „Rozlewnię Wina”.
Godna uwagi jest również obsługa. Nienarzucająca się, bardzo kompetentna ale tak naprawdę będąca tłem podczas kulinarnej uczty.
Bardzo się cieszę, że takie miejsce powstało, bo widać, że tworzą je ludzie z pasją i ogromną wiedzą.
Jest to bardzo dobre miejsce na mapie kulinarnej województwa wielkopolskiego.
Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić Was do odwiedzenia „Rozlewni Wina” 🙂
Zaszufladkowano do kategorii Recenzja | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Zielony koktajl

Niestety zima nas w tym roku nie rozpieszcza. Zamiast pięknej, mroźnej zimy mamy zgniłą i wilgotną jesień. Wszystkie zarazki mają raj do rozprzestrzeniania się a my łatwiej łapiemy przeziębienie. Żeby walczyć z całym złem przygotowujemy sobie pyszne koktajle, które w szczególności przypadły do gustu mojemu 19-miesięcznemu synkowi i co jakiś czas zastępują mu one drugie śniadanie. Dzisiaj zrobiliśmy koktajl owocowy 🙂
Zapraszam!
Składniki na 3 szklanki koktajlu:
– 2 sztuki kiwi
– 2 banany
– pół czerwonego grejpfruta
– pół bardzo dojrzałego awokado
– kubeczek małego jogurtu naturalnego (ja używam jogurtu naturalnego ze Strzałkowa – polecam!)
Wykonanie:
Obrane kiwi, banany i awokado kroimy w kostkę i wrzucamy do dzbanka lub kielicha blendera. Dodajemy sok wyciśnięty z połowy grejpfruta i całość blendujemy. Dodajemy jogurt naturalny i dokładnie mieszamy.
Gotowe!
Prosto, szybko i przede wszystkim zdrowo!
Zaszufladkowano do kategorii Fit | Otagowano , , , , , , | 3 komentarze

Wywiad do „Kuriera Słupeckiego”

Ostatnio zostałam poproszona o wywiad do lokalnej gazety. Jestem jedyną blogerką kulinarną w naszym powiecie i podobno mam kilka ciekawych rzeczy do powiedzenia 😉 Nie byłabym sobą gdybym nie postawiła swoich warunków (nieźle gwiazdorzę, co?). Wywiad miał dotyczyć odżywiania dzieci, a w szczególności promowanej przeze mnie metody BLW, czyli Bobas Lubi Wybór. Nasza rozmowa okazała się być tak długa, że postanowiono podzielić artykuł na dwie części. Dzisiaj ukazała się pierwsza część 🙂
Zapraszam do lektury!
W kuchni Izy Machowiak cz. 1

BLW – zdrowo smacznie, czyli Bobas Lubi Wybór
O zdrowej kuchni dla najmłodszych z wykorzystaniem BLW tym razem naszym czytelnikom opowie Iza Machowiak – mama 1,5 rocznego Adasia.

Jednym z hobby naszej kolejnej rozmówczyni jest gotowanie. Od pewnego czasu prowadzi swojego kulinarnego bloga, w którym dzieli się nie tylko smakowitościami, ale również tym, czego w diecie raczej unikać.
Pomysł na założenie bloga kiełkował w mojej głowie kiedy byłam jeszcze  w ciąży i miałam więcej czasu na gotowanie niż dotychczas. A przyznam szczerze, że gotowanie to moja największa pasja. Zawdzięczam ją mojej ukochanej babci Jadwidze, która od dzieciństwa zachęcała mnie do wspólnego gotowania ale przede wszystkim do pieczenia. Nikt na świecie nie piekł tak pysznego ciasta drożdżowego, jak moja babcia. Niestety babci już nie ma na świecie, ale zostawiła mi coś najcenniejszego, całą swoje skarbnicę wiedzy – zeszyty, notatki z jej przepisami – mówi na początku spotkania Iza.
Pierwszy  jej przepis na blogu pojawił się 1 sierpnia 2015 roku, czyli w momencie kiedy synek Izy miał niewiele ponad 3 miesiące. Jej blog z założenia jest miejscem w sieci, gdzie można znaleźć nie tylko przepisy na dania dla dorosłych,  ale i dla dzieci. W tej chwili na swoim „koncie” ma już ponad 11 tysięcy wyświetleń.
  –Kiedy byłam w ciąży bardzo się martwiłam, że moje dziecko będzie miało alergię, ponieważ jest tą chorobą obciążony genetycznie – zarówno ja jak i moja mama jesteśmy alergikami. Wtedy zaczęłam szukać informacji na temat odżywiania niemowląt i natrafiłam na artykuły o BLW. BLW – Baby LED weaning, polski odpowiednik: Bobas Lubi Wybór. Jest to metoda żywienia, która ma na celu stopniowe odstawienie dziecka od mleka mamy albo mleka modyfikowanego, całkowicie sterowane przez dziecko. Głównym założeniem tej metody jest pominięcie „papek”. Na początku miałam mieszane uczucia. No… bo jak dać dziecku, które nie ma jeszcze ząbków gotowanego brokuła czy marchewkę? U nas początki rozszerzania diety, przyznam szczerze, odbywały się metodą mieszaną, czyli zarówno papki jak i warzywa. Karmiłam Adasia łyżeczką, on grzecznie wszystko jadł aż do 7 miesiąca. Wtedy moje dziecko nagle zaczęło wyciągać z buzi absolutnie wszystko, co dałam mu na łyżeczce. Można powiedzieć, że to on sam podjął decyzję o tym, że dalsze nasze odżywianie będzie opierać się na BLW. Wtedy też kupiłam książkę „Ala`Antkowe BLW” Joanny Anger i Anny Piszczek, która jest totalną kopalnią wiedzy na temat tej metody żywienia. W tej metodzie chodzi o to, że jak sama nazwa wskazuje Bobas Lubi Wybór. Na talerzyku Malucha pojawia się kilka przysmaków, np. mięsko i dwa rodzaje warzyw. Dziecko rączkami, w późniejszym wieku widelcem bądź łyżką, próbuje nowych smaków i określa, co smakuje mu bardziej a co mniej.  Później te produkty, które mniej smakują podajemy częściej niż te ulubione, dziecko przekonuje się do nich i dalsze poznawanie smaków przechodzi sprawniej. W tej chwili moje 1,5 roczne dziecko je absolutnie wszystko. Wiadomo, że są potrawy, które je chętniej i takie, które je z mniejszym zapałem ale nie mamy sytuacji, że zaciśnie usta i nic nie zje – tłumaczy Iza.
Nasza rozmówczyni spotkała się z głosami, że jest mamą, która jest w domu z dzieckiem, więc ma czas na gotowanie specjalnie dla niego. –  Proszę mi wierzyć, ja mam tyle zajęć, że tego czasu mi brakuje praktycznie na wszystko, ale odżywianie mojego dziecka jest dla mnie sprawą najwyższej rangi. Dzięki tej metodzie mam dziecko, które nie boi się próbować nowych smaków i nie ma w tej chwili produktu/potrawy, której nie zje – dodaje.
Mleko,  jak twierdzi Iza, owszem zawiera wapń, które jest potrzebne do budowy kości. I absolutnie nie neguje ważności jego roli, jaką odgrywa ono w diecie człowieka. – Jednak zarówno moje dziecko, jak i my – rodzice spożywamy mleko ale w ograniczonych ilościach. Mleko, które kupujemy w sklepie jest mocno przetworzone. Mleko krowie zawiera za mało węglowodanów, za dużo białka, tego wapnia w mleku jest zbyt dużo, przez co organizm jest obciążony. Duża grupa dietetyków milczy na temat, że mleko z wiekiem jest coraz mniej przyswajane. Sporo osób powyżej 24 roku życia przestaje tolerować laktozę, którą mleko ma w swoim składzie. Dlatego trzeba mówić o tym głośno, że o wiele zdrowsze są jogurty naturalne, kefiry. Koktajle, które przygotowuję dla całej rodziny na bazie owoców z naszego własnego ogródka opierają się właśnie na jogurcie naturalnym, nigdy nie dodaję mleka – mówi.
Do artykułu dołączono kilka moich przepisów, które już ukazały się na blogu:
Zaszufladkowano do kategorii Inne | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Recenzja książki Anny Starmach „Pyszności”/Serowe placuszki bananowe

W ostatnim miesiącu kolekcja moich książek kulinarnych znacznie się powiększyła. Wśród nowości na mojej półce honorowe miejsce zajmuje książka Anny Starmach „Pyszności”. Jestem fanką jurorki programów „Masterchef”, „Masterchef Junior” i w swojej kolekcji posiadam wszystkie jej książki. Jednak książka „Pyszności”, to coś zupełnie odmiennego niż do tej pory. We wcześniejszych książkach mogliśmy znaleźć przepisy na dania, które możemy zrobić szybko, tanio i (nie zawsze) zdrowo. Ale w większości były to przepisy dla dorosłych. „Pyszności” to książka dla małych szefów kuchni – dla dzieci, które rozpoczynają swoją przygodę z gotowaniem albo są już w tym całkiem dobrzy. Jednak ja twierdzę, że to również książka dla rodziców, którzy mogą przygotować pyszne, zdrowe i kolorowe posiłki dla swoich dzieci. W książce znajdziemy piękne zdjęcia potraw i ilustracje stworzone przez siostrę Ani – Agatę.
Znajdziemy tutaj propozycję na śniadania, obiady, kolacje, napoje i słodkości. Może przez to, że jestem fanką Ani jestem nieobiektywna, ale każdy przepis przypadł mi do gustu i na pewno będzie to jedna z naszych ulubionych książek kulinarnych. Mimo swojej dość wysokiej ceny (42,90 zł) jest warta kupna.

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wypróbowała jakiegoś przepisu. Na pierwszy ogień poszły serowe placuszki bananowe. Jako, że Adaś jest fanem placuszków bananowych nie obawiałam się porażki 😉
Składniki na 8 małych placuszków:
– 60 g sera twarogowego półtłustego
– 3 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
– 1 nieduży dojrzały banan
– 1 jajko
– 1 łyżka gorzkiego kakao
– szczypta cynamonu
– 1 łyżka cukru trzcinowego
– 1 łyżka masła do smażenia (ja zastąpiłam olejem kokosowym)
– ulubione owoce (u nas borówki), miód, jogurt do podania
Wykonanie:
Ser wkładamy do miski, rozdrabniamy widelcem. Dodajemy jajko, pokrojonego w plastry banana i używamy blendera do uzyskania jednolitej konsystencji. Następnie dodajemy mąkę, kakao, cukier i cynamon. Wszystko dokładnie mieszamy. Na rozgrzanej patelni roztapiamy masło (albo olej kokosowy) i smażymy małe placuszki. Podajemy z ulubionymi owocami i jogurtem naturalnym z odrobioną miodu.
Smacznego!
Zaszufladkowano do kategorii Recenzja, U Malucha na talerzu | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz